ProStreet - Recenzja
Jak co roku kolejna część Need for Speed trafia na półki sklepowe w okresie przedświątecznym. ProStreet jest zupełnie inny od ostatnich poprzedników. Przede wszystkim odchodzi od atmosfery nocnych, nielegalnych wyścigów – powraca do starych klimatów, rywalizacji odbywającej się na torach. Wprowadza system zniszczeń, daje możliwość jazdy najlepszymi brykami świata, ale ostatecznie nie zachwyca. Zapraszam na recenzję najnowszego NFS-a.
Wprowadzić
W ProStreet wcielamy się w postać Ryana Coopera co jest, trzeba przyznać, pewną nowością. Paradujący w kasku zawodnik ma tylko jeden cel – wspiąć się po drabinie zwycięstw, dać się zauważyć i pokonać najlepszych – tzw. Króli. Nie ma tutaj żadnego miasta, po którym musimy jeździć, gangów z którymi musimy się zmierzyć, dzielnic które musimy odkrywać oraz nocnych wyścigów. ProStreet przenosi NFS-a na imprezy wyścigowe odbywające się na torach, z udziałem publiczności, w samym środku dnia. To dosyć miła odmiana po kilku częściach gry, w których głównym celem było zmaganie się a to z policją, a to przeciwnikami podczas nocnych „undergroundowych” wyścigów. Wątek fabularny został ograniczony do minimum, czyli w praktyce nie ma go w ogóle. Oczywiście i tak w tego typu grach nie wpływa on wielce na rozrywkę, ale może być miłym dodatkiem, którego tutaj zabrakło.
Zagrać
Nie krążymy już po mieście poszukując kolejnych wyścigów – teraz wszystko odbywa się za pomocą menu. Początkowo toporne i nieczytelne, później można się do niego przyzwyczaić (i tak dla wielu będzie to lepsze od kręcenia się po mieście). Gra oparta jest na jednodniowych imprezach – tzw. „Race Day”. Wybierając się na taką imprezę dokonujemy wyboru modeli samochodów, jakimi będziemy brali udział w różnych rodzajach wyścigów (np. na Drift możemy zabrać tylko samochód tylno-napędowy). Będąc na takiej imprezie nie mamy możliwości modyfikowania aut, możemy je tylko naprawiać. Celem zlotu jest zdobycie jak największej liczby punktów w różnych rodzajach rozgrywek, które omówię później, a w konsekwencji zdominowanie „Race Day”. Punkty otrzymujemy przede wszystkim za zwycięstwa w wyścigach. Możemy też uzyskać je za nienaruszenie stanu technicznego bryki podczas rywalizacji oraz za odstawienie na mecie przeciwników (im bardziej tym więcej punktów). W nagrodę uzyskujemy oczywiście pieniądze oraz bonusy, które losujemy z dostępnej puli (pakiety części, kasa itp.). Zmaganiom towarzyszy komentarz prowadzącego cała imprezę, co jest też pewną nowością. Niestety, o ile na początku może on przypaść do gustu, po kilku godzinach staje się utrapieniem – dobrze już znane, wielokrotnie powtarzane kwestie wręcz irytują.
Model jazdy w najnowszej części NFS jest... inny. Oczywiście wymaga od gracza przyzwyczajenia się, gdyż na początku (przy słabych samochodach) sprawia wrażenie ociężałego i topornego. Pewność i płynność prowadzenia odczuwa się dopiero przy lepszych i szybszych autach. Jak zawsze w takich momentach należy pamiętać, że w tego typu grze warto używać joypada, albo wręcz kierownicy – efekt i przyjemność z jazdy są zupełnie inne. Gra umożliwia używanie sprzęgła, co z pewnością ucieszy posiadaczy kierownicy (pomimo że NFS jest czystą zręcznościówką, a nie symulatorem).
Komentarze
#1 |
dnia 31 styczeń 2012 21:10:13
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.